Wróciłem właśnie z nart, w tygodniu, który w teorii powinien być jednym z najbardziej oblężonych w sezonie i... Duże zdziwienie: dało się jeździć. Ba, poza weekendem i w mniejszym stopniu poniedziałkiem i wtorkiem (ostatnie 2 dni karnawału), na stokach było całkiem spokojnie. Hotelarze twierdzą, że ostatnią tendencją wśród Włochów są w ogóle krótsze wyjazdy: 3-5 dni. Natomiast wg naszych instruktorów, porównując oblężenie zimowych kurortów ze stanem z roku ubiegłego, widać zdecydowany spadek ilości osób i nie dotyczy to wyłącznie Apriki, którą widziałem na żywo, ale także ośrodków uznawanych za najpopularniejsze: Gardena, Fassa itd. Dla mnie, pod kątem własnej jazdy na nartach była to sytuacja nadspodziewanie pozytywna. Włosi jednak narzekają i trudno się dziwić. Skutki takiego stanu rzeczy finalnie mogą być dla polskich narciarzy pozytywne: jest szansa, że skończą się coroczne podwyżki cen, które ostatnio stały się normą.
Warunki narciarskie dobre, ale niewątpliwie, śniegu jest mało w stosunku do tego, jak zwykle wyglądają Alpy włoskie w zimie. Ale zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa: w najbliższym tygodniu spodziewane są we Włoszech bardzo obfite, niemal całotygodniowe opady.Z resztą sprawdźcie sami na przykładzie Predazzo:
http://www.ilmeteo.it/meteo/Predazzo
Czyli - świetne wieści dla tych, którzy wybierają się na koniec sezonu, nieco gorsze dla tych, którzy jadą w najbliższym tygodniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz